Rekolekcje wielkopostne dla bezdomnych

SKARB W DŁONI ŻEBRAKA...

Rekolekcje dla bezdomnych

 


„W podlubelskim diecezjalnym „Domu spotkania” zakończyły się wielkopostne rekolekcje z udziałem 30 bezdomnych mężczyzn. Wielu z nich dawno temu rozstało się z Kościołem, inni próbują w nim trwać pomimo życiowych komplikacji. (…)
Rekolekcje zorganizowali kapucyni i uczestnicy wolontariackiego programu "Gorący patrol", od 11 lat wspierającego lubelskich bezdomnych.

 


Pan Kazimierz od 11 lat żyje w bezdomności, ma problem z alkoholem, ale w takich rekolekcjach bierze udział już po raz czwarty. Na co dzień zbiera złom, ima się różnych dorywczych prac. Jest świadomy tego, że uwikłanie w nałóg przekreśla wszystkie perspektywy polepszenia sytuacji. Pan Jacek z kolei domu nie ma od 10 lat, a na rekolekcje przybył piąty raz. Sypia na klatkach schodowych, chodzi do kościoła, choć niekoniecznie w niedzielę. „Czasem na tygodniu” – dodaje. Bywa, że siądzie sobie na ławce, aby odmówić różaniec czy koronkę. Panowie Kazimierz i Jacek wraz z innymi rozpoczęli to szczególne spotkanie z Bogiem i sobą od zabiegów higienicznych, zmiany ubrania i od normalnego posiłku. Potem można było już przejść do spraw duchowych, oczywiście pamiętając o jasnych regułach udziału w rekolekcjach. Przecież nie wszyscy chętni zostali „zakwalifikowani”.” /Radio Watykańskie/

             Na ulicach często są omijani szerokim łukiem. Jeśli nie alkohol czy narkotyki, to już na pewno brud i nieraz śmierdzące ubrania zdecydowanie wskazują nam miejsce w drugim końcu tramwaju czy autobusu. A kiedy proszą o swoiste pare złotych…same wiemy, jakie myśli czy słowa się do nas dobijają… I rzeczywiście potrzeba tu bardzo dużo roztropności, konsekwencji, jasno określanych zasad, ale nie może też zabraknąć serca i tej może jedynej nieraz szansy na zmianę toru swojego życia.

 

 Wspólnie uczyliśmy się modlitwy, tej najprostszej, może i najpiękniejszej, bo wyjętej z ust człowieka pragnącego uzdrowienia…” Jezu ulituj się nade mną…” „Jezu ulituj się nade mną, bo jestem wielkim grzesznikiem…” Przez 15 minut codziennie w totalnej ciszy, w sercu powtarzając tylko to zdanie. Eucharystie, konferencje, dzielenie się Słowem w małych grupach, wspólna modlitwa, wspólne posiłki, rekreacje… Jaką moc miały śpiewane przez 30 dorosłych mężczyzn słowa „Mój Zbawiciel, On bardzo kocha mnie…” wie chyba tylko Ten, których one dotyczyły.O wielu z Nich, gdybym nie wiedziała, wcale nie powiedziałabym, że są bezdomni. Może zdradziłyby niektórych nie do końca wytępione wszy czy pokryte świerzbem ciało. Ale rzadko kiedy sposób zachowania, wypowiedzi. Przywrócony do swojej ludzkiej godności zewnętrzny wygląd, stopniowo pozwalał dopiero na podjecie kroków do oczyszczania ducha… 

            Po raz kolejny za św. Franciszkiem mogę powiedzieć „Pan sam wprowadził mnie między nich”. Pozwolił doświadczyć tej cząstki ludzkiej nędzy, którą najbardziej umiłował… bezradności… wobec otaczającej rzeczywistości, nałogów, siebie samych. Usłyszeć pośród hałasu pytanie Jezusa: „Co chcesz abym ci uczynił?” Prosić i wierzyć, że się spełni…       

            Gdzie są i co teraz robią… nie wiem… być może wielu z nich wróciło to starej rzeczywistości. Bracia i wolontariusze „Gorącego patrolu” na pewno spotkają ich nie raz na ulicach Lublina, może niektórzy zajrzą na spotkania na „Krakowskie”. Tylko Pan zna czas i miejsce. A ja mogę powiedzieć tylko ciche dziękuje…za skarb odnaleziony w „dłoni żebraka”…

 s. Marcina Wieszołek

Wróć