Misja ewangelizacyjna na Mołdawii

przez Franciszkanka

Trzy próby wiary

Próba 1. WIARA

Kiedy pojawiła się propozycja wyjazdu na misje ewangelizacyjną do miejscowości Bendery w Naddniestrzńskiej Mołdawii (separatystyczny region Naddniestrza) pierwszymi schodami na niecały miesiąc przed okazał się paszport, którego nie posiadałam. Pierwsza myślą: "widocznie Pan nie chce, żebym tam była", bo zwyczajnie nie uda się tego paszportu wyrobić w tym czasie -podanie, zdjęcia, opłata - przy codziennych obowiązkach i jeszcze dodatkowym stażu, co najwyżej pocałuję klamkę w urzędzie. Bracia, z którymi miałam posługiwać, nie omieszkali wyrzucić mi braku wiary i ufności w Boże plany, co oczywiście zbagatelizowałam upierając się przy "swojej" woli Pana. W głowie jednak ciągle słyszałam: "rób ten paszport!". Następnego dnia doktor, u którego odbywałyśmy staż, ok 13 bardzo nas przeprosił, że dziś musi tak szybko skończyć zajęcia i że nadrobimy następnym razem. Jest 13, jestem po pracy, po stażu... po drodze: fotograf, bankomat, poczta, urząd - o godzinie 15 (!) usłyszałam z ust przemiłej pani urzędnik, że paszport bez problemu będzie przed wyjazdem, a pewnie już za dwa tygodnie, co też dokładnie tak się stało.

Galeria z misji w Benderach

Próba 2. UFNOŚĆ

Po przeprawach przez granice udało się z Bożą pomocą dotrzeć do Bender. Ks. Marcin - pracujący na tych ziemiach od lat Sercanin - oznajmia nam, że będziemy spać w domach u rodzin. Demon rzucił ziarenko lęku - sama, w obcym kraju, w różnych częściach miasta, u obcych ludzi, nie znam języka, nie będziemy mieli jak się ze sobą skontaktować.. mówię: "a nie da się inaczej?" Błogosławiony czas Eucharystii. Zmęczeni drogą, ale z otwartym sercem bardziej na ziarno Prawdy, którym jest Słowo Pana, niż na kłamstwa złego. Pokrzepieni Słowem i Ciałem Pana, pojechaliśmy do "naszych" domów. Czekała na mnie niezwykła kobieta - pani Liena z pochodzenia Ukrainka. Ona ani słowa po polsku, ja ani słowa po rosyjsku.. Pan się zatroszczył i...obdarzył nas najbardziej wymownym językiem, a był to język Miłości. Siedziałyśmy wieczorami przy herbacie i rozmawiałyśmy (!), dzieląc się sobą i wielkimi i małymi dziełami Pana, jakbyśmy się znały wieki. Pan nie pozwolił by Miłość została odrzucona. Prawdziwa Miłość - Jego Miłość - usuwa lęk!

Próba 3. JEDNOŚĆ

Bendery mają ok 10 000 mieszkańców - katolików jest tam ok 80 osób z czego z ponad połową mogliśmy się spotkać podczas misji. Dało się odczuć trud historii tej ziemi. Kilka dni oddanych Panu dla tych, do których przyjechaliśmy stało się i dla nas samych ogromną próba jedności. Nigdy wcześniej nie posługiwaliśmy w takim składzie i bardzo szybko na jaw wychodziły nasze słabości. "Moc jednak w słabości się doskonali!" Godziny adoracji, dzielenie Słowem... i im bardziej przyznawaliśmy się przed sobą do swoich wewnętrznych porażek i trudności i oddawaliśmy je Jezusowi, tym bardziej na zewnątrz objawiała się Jego chwała. Bóg zwycięża ZAWSZE!

Sami też budowaliśmy się postawami zarówno pracujących na predniestrowskiej ziemi księży (mieliśmy okazję być też w Tiraspolu, Rybnicy i Raszkowie), jak i tych, którzy codziennie przychodzili do sercańskiej kaplicy (bo kościół jeszcze w budowie), ich zaangażowaniem w życie tak nielicznej, jak na nasze polskie realia, parafii. 

Głoszenie Ewangelii w Benderach miało swój kulminacyjny moment w dniu odpustu parafii, czyli w niedziele po święcie Podwyższenia Krzyża. Tego dnia biskup Kiszyniowa, ks. Anton Coşa, otworzył tam bramę Miłosierdzia. Wiele radości pośród wspólnego świętowania z parafianami, zarówno podczas uroczystej Eucharystii, jak i następującej po niej agapy.

Całą "wyprawę" określiliśmy wezwaniem "KTÓŻ JAK BÓG!" i to nie przypadkowo, bo kto mógł nam przyświecać w takim składzie, jeśli nie Archanioł Michał - ks. Michał, kl. Michał, kl. Michał i s. Marcina z chrztu... Michalina! Co najzabawniej brzmiało na granicach: Michaił, Michaił, Michaił i Michaiła.. 

Niezwykle bogaty i błogosławiony czas. Przeplatany trudem, naznaczony ludzkimi słabościami, ale nade wszystko objawiający moc Bożą i działanie Ducha Pańskiego. Kiedy dzień po powrocie pojechałam na Mszę świętą do panewnickiej bazyliki w Katowicach, łza zakręciła się w oku. Środa, zwykły dzień pracy, a na Mszy w południe o 12 w kościele ponad 100 osób... W naszej polskiej rzeczywistości mamy za co Bogu dziękować. Kawałeczek serca został na Mołdawii. 

 "Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha". J 3,8

S. Marcina Wieszołek

Wróć