Ekstremalna Droga Krzyżowa Dziemiany - Wiele

przez Franciszkanka

18 marca 2016 r. po raz pierwszy na terenie diecezji pelplińskiej odbyła się Ekstremalna Droga Krzyżowa. Na trasę z Dziemian do Wiela wyruszyło 730 uczestników, którzy przybyli z ponad 100 miejscowości. Zdecydowali się na drogę w mrozie i w samotności. Idąc w milczeniu i ciemnościach spotykali się ze swoimi słabościami, by w którymś momencie dotknąć tajemnicy Bożej Obecności.

Galeria zdjęć 

Pierwszym punktem była rejestracja uczestników i odbiór pakietów w Ośrodku Kultury. Sprawna i miła obsługa pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Dziemianach, gotowość do pomocy Ochotniczej Straży Pożarnej jak i miejscowej policji dało się zauważyć każdemu. Nie da się ukryć, mieszkańcy Dziemian poczuli się odpowiedzialni za przyjęcie kilkuset uczestników EDK. Ekipa EDK Dziemiany zadbała o każdy szczegół.

O godz. 20.00. rozpoczęła się msza św. w kościele św. Antoniego w Dziemianach koncelebrowana pod przewodnictwem ks. Prałata Mariana Szczepińskiego. Świątynia wypełniona po brzegi. Niespotykana atmosfera radości i duch wspólnego celu łączy uczestników na modlitwie.  Radość płynie z ust gospodarza parafii Ks. proboszcza Adama Gadomskiego i wójta Gminy Dziemiany p. Leszka Pobłockiego. Z ambony popłynęły także słowa z listu Ks. Biskupa Ryszarda Kasyny. Istotę duchowości EDK w homilii przybliżył ks. Andrzej Adamski z Tucholi. Na koniec mszy, s. Mirona Turzyńska (franciszkanka) w imieniu ekipy EDK Dziemiany przypomniała regulamin, sprawy porządkowe i bezpieczeństwa, dziękując jednocześnie za ofiarną pracę wolontariuszy.

Po poświęceniu krzyży i błogosławieństwie czas ruszyć na trasę. Wyczuwa się podniosłą atmosferę, coś ważnego wydarzy się po drodze. Do pokonania 2 trasy do wyboru. 154 osoby decydują się na trasę św. Antoniego, liczącą 28 km. Ogromna większość, bo aż 576 wybiera ekstremalną trasę św. Franciszka o długości 41 km. Wśród nich 5 kapłanów i 22 siostry franciszkanki. Uczestnicy pochodzą w większości z terenu diecezji pelplińskiej, są też osoby z Gdańska, Lublina, Włocławka, Ostrołęki i Poznania. Najstarszy pielgrzym ma 74 lata, a najmłodszy 12 lat.

Dlaczego idą?Nadszedł czas, by zmienić coś w swoim życiu”, „Jestem zdegustowany swoim życiem religijnym, chcę to zmienić”, ” Chcę przeżyć inaczej drogę krzyżową niż zazwyczaj. W pewnych znanych mi i Bogu intencjach. Pogłębić swoją wiarę i odnaleźć od nowa w sobie Boga”, „Ponieważ jest to ciekawa forma poznania Boga i siebie”, „ Chcę doświadczyć Pana Boga w cierpieniu, słabościach”, „ wynagrodzić za moje grzechy”.

Wszystko jasne. Z własnoręcznie wykonanym krzyżem i rozważaniami kolejnych stacji drogi krzyżowej tłum rusza na spotkanie z KIMŚ, kto już tę drogę przeszedł.

Rozważania Stacji Drogi Krzyżowej wzywają do stawania się chrześcijańskim liderem na wzór samego Jezusa. Po pierwszych kilometrach serce coraz bardziej się ucisza, już nie ma potrzeby rozmowy, zanurza się coraz bardziej w braniu odpowiedzialności za swoją decyzję. Mija kolejna godzina marszu, każdy kilometr coraz bardziej boli. Od czasu do czasu pojawia się myśl: „Jeszcze tak daleko...już nie mogę…nie mam sił…jest tak zimno”. W rozważaniach jest odpowiedź: chrześcijański lider rozumie znaczenie małych gestów, jeśli widzi w nich sens, to przezwycięża lęk i wszelkie przeszkody – tak jak Weronika. Zaczyna się zmieniać myślenie serca. Z każdym krokiem odpadają kolejne motywacje, powstaje coraz większa przestrzeń dla Jezusa. Pomimo bólu, radość wypełnia serce. W rękach niesiony krzyż, często przytulany do serca daje moc. Można upadać tyle razy ile trzeba, pod warunkiem, że zawsze znajdziesz siłę, aby się podnieść”- podpowiadają kolejne rozważania. Po drodze widać przystrojone krzyże, figury, zapalone znicze - piękny gest mieszkańców mijanych wsi.

Wokół setki drgających światełek, które tworzą niekończącą się falę. Znak, że inni wciąż idą, ten wzruszający obraz staje się promykiem nadziei. Niebo, które do tej pory było usiane gwiazdami, powoli zaczyna ustępować dniowi. Zbliża się światłość dnia, budzą się ptaki, coraz bardziej widać piękne, rozmodlone twarze ludzi, nieśmiało wynurza się słońce. W dali pojawia się Kalwaria Wielewska. Oczy pełne łez. Ta droga ma sens, jak miała sens męka Jezusa. Poczucie spełnionej misji do końca, mimo pokus ucieczki z pod krzyża.

Dotarcie na dwunastą stację na wielewskiej Golgocie rzuca na kolana. Niektórzy leżą krzyżem na zmarzniętej ziemi. Obraz ten nikogo nie dziwi, nikt nie wstydzi się swych łez i swej wiary, rodzi się nowy człowiek. Każdy prowadzi tajemnicze rozmowy ze swym Mistrzem. Wschodzące słońce uśmiecha się z dala. To była droga Bożej Miłości. Coś się skończyło, ale równocześnie zaczyna się coś nowego. Trzeba porzucić to, co stare i nie warte życia, trzeba wybrać życie z Tym, który nigdy nie zawodzi. To czas zmartwychwstania.

 

Czy pójdziemy za rok? Odpowiedź oczywista!  Tak!!!

Wróć